Gra o ludzkość

gamethronesgeek590-100521524-orig

„Gra o tron”. Każdy z nas zapewne słyszał o tym serialu, a wielu oglądało, bądź nawet niecierpliwie czekało na kolejny odcinek. Jakie wtedy towarzyszyły nam uczucia? Tylko ciekawości co dalej się wydarzy? Czy aby nie chęci spotkania się z tajemniczym, groźnym, brutalnym, odzwierciedlającym i pobudzającym ciemną stronę naszej osobowości z iście diabelską zręcznością wykreowanym światem?
Serial jest wyśmienicie zrealizowany, trzyma w napięciu, doskonali aktorzy, scenografia, fabuła – nie ma się właściwie do czego przyczepić. Jest tylko jedno ale – zbytnio wyeksponowana brutalność, ciemne ludzkie żądze, właściwie wszystko to, co najgorsze w ludzkiej psychice da się wyhodować. Spotkałem się już z kilkoma przypadkami wśród moich znajomych, kiedy to zaczęli oglądać serial i odrzuciły ich wyżej opisane rzeczy, jednak po pewnym czasie wrócili do niego i już bez żadnych oporów śledzili losy bohaterów.
Nie chcę tu rozpisywać się o serialu, jego fenomenie i popularności. Służy mi on jako doskonały przyczynek do rozważań o wpływie współczesnych mediów na człowieka. A dokładnie o znieczuleniu i otępieniu duszy i jej uodpornieniu na morderstwa i inne okrucieństwa w nich pokazywane.
Oparłem się na tekście Heinza Buddemeiera zatytułowanym „Przemoc, przedstawienie przemocy i zło. Jaką rolę odgrywają środki masowego przekazu oparte na obrazach”. Nie będąc specjalistą w tej dziedzinie, przytoczę wiele ciekawych konkluzji autora, z którymi całkowicie się zgadzam oraz kilka swoich refleksji.
Nie można nie zgodzić się z tezą, że pokazywanie przemocy w kinie, telewizji, Internecie jest czynnikiem przyciągającym masowego widza. W większości szlagierów filmowych realistycznie pokazane jest zabijanie często bezpodstawne, takie tylko dla zwiększenia „atrakcyjności”. Czasami twórcy dodają do tego swoją filozofię – np. o estetyce grozy, czy w słusznych intencjach chcą pokazać okropieństwo takich czynów, ich skutki i przestrzec przed nimi.
Poruszając się w ciągu dnia, człowiek decyduje w znacznym stopniu o dokonywanych postrzeżeniach. Te postrzeżenia prowadzą do przeżyć duszy. A te przeżycia są żywe i odpowiadające postrzeżeniom, jeżeli widzenie, słyszenie, itd. są czynnościami świadomymi i chcianymi i jeśli wrażeniom przyjmowanym przez człowieka towarzyszy objaśniające je myślenie. Ale to wymaga pewnego spokoju i współdziałania sił duszy, jakimi są myślenie, czucie i chcenie. Odstępy czasowe pomiędzy wydarzeniami które nas poruszają dają możliwość na wybrzmienie naszych uczuć, myślenie nas uspokaja, wydarzenia zostają przepracowane i możemy być gotowi na następne. Jeśli nam się to nie uda, następstwem jest zobojętnienie.
Dzięki mediom opartym na technice łączącej obraz i dźwięk powstała nowa forma spotkania ze światem. Oglądając film, który składa się z około tysiąca pojedynczych obrazów, szybko zmieniających się bez żadnego przejścia, nie mamy szans na przeżycie tego co się dzieje w filmie. Dodatkowo akcja zmienia co chwilę miejsce i czas. Nasze uczucia zmieniają się co chwilę, nie jesteśmy w stanie ich przepracować. Takie przeżywanie filmu prowadzi do znieczulenia duszy i otępienia oraz do uodpornienia na prawdziwą przemoc.
Przemoc w życiu codziennym jesteśmy w stanie przeżyć – widząc jej akt doznajemy uczuć przerażenia, strachu, odrazy, współczucia, myślowo ujmujemy je i wyciągamy wnioski na przyszłość. Jeśli będziemy znów świadkami takie go wydarzenia, będziemy poruszeni tak jak poprzednim razem, nie pojawi się apatia duszy.
Oglądając scenę przemocy na ekranie jesteśmy naocznym jej świadkiem lecz nie przeżyjemy jej jak w życiu. To co początkowo wywołuje przerażenie, po pewnym czasie jest oglądane z przyjemnością. Do pierwotnej reakcji dołącza się doświadczenie, że nie dzieje się nic w rzeczywistości i to doświadczenie zmienia przeżycie duszy w taki sposób, że pozostaje z niego tylko przeżyte przyjemne napięcie. Dusza uczy się przeżywać przedstawianie aktów przemocy jako zabawne. Widz staje się współsprawcą, który czerpie radość z czynu.
Głowa stwierdza, że nic złego się nie dzieje. W rzeczywistości dusza nie jest jedynie ofiarą złudzenia. Obrazy, które przeżywa, mają cechy rzeczywistości, są na wpół żywe. Żywy w nich jest na przykład ruch. Taka jak w życiu jest również gra światła i cienia, gesty, mimika, przebieg zdarzeń, wszystko co słyszalne, jak mowa, jęk, krzyk. Kiedy człowiek reaguje przerażeniem na obrazowo przedstawione sceny, w których ludzie są torturowani, jest to naturalna, oczywista reakcja. Gdy człowiek uczy się oglądać tego rodzaju sceny z przyjemnością, oznacza to, że dusza przyjęła cząstkę czegoś nieludzkiego. Warunki do tego stworzyło medialne, to znaczy na pół żywe przedstawienie. Skutki pojawiają się także w prawdziwym życiu. U większości ludzi „tylko” zanika wrażliwość, lecz u niektórych powodują one, w połączeniu z innymi złym przeżyciami, stanie się mordercą. Od momentu masowego wprowadzenia telewizji ilość morderstw drastycznie wzrosła.
Szczególnie negatywne skutki odczuwają dzieci. Sam pamiętam, będąc kilkuletnim dzieckiem, usłyszałem przy ognisku żartobliwą piosenkę bodajże o krasnalu, którego okrutna żona wałkowała. Mimo, iż były to tylko słowa, przeżyłem to bardzo i rozpłakałem się. Dokładnie pamiętam ten incydent i uczucia mu towarzyszące.
Opisywane zjawisko zobojętnienia duszy pojawiło się w małej skali już w XVIII wieku dzięki dostępowi do książek i teatru, w tych czasach mocno ograniczonemu. Dziś za masową jego skalę odpowiadają także zaawansowane, maszynowe technologie projekcji obrazu i dźwięku, nowoczesne metody kadrowania i montażu. Oddzielnym tematem, znacznie bardziej groźnym, są gry komputerowe, gdzie gracz nie jest jedynie widzem, lecz także sprawcą zabójstw, łączącym się całą swoją istotą ze śmiercionośną maszyną.
Z obrazami filmowymi, gier komputerowych związane są konkretne siły, które szukają możliwości działania i znajdują je zagnieżdżając się w nieświadomości człowieka. Powodują odczłowieczenie, spychając w groźne regiony, które są daleko od właściwego rozwoju człowieka i jego wolności. Media elektroniczne stanowią substytut tego czego nam brakuje, działają poprzez coraz silniejsze podniety, uzależniają i wymagają coraz większej dawki. Są podane na tacy, nie wymagają właściwie żadnego wysiłku, mamy je zawsze pod ręką. A czego nam brakuje i co mogłoby je zastąpić?…
Wracając do „Gry o tron” – obejrzałem wszystkie odcinki, często z mieszanymi uczuciami. Jednak zastanawiam się czy oglądać następny sezon. Najważniejsza na początek jest świadomość tego o czym napisał Buddemeier, niech to w nas żyje. Nie nakłaniam do zaprzestania oglądania filmów, odcięcia się od mediów. Nasze czasy są jakie są i musimy się z tym pogodzić, nie zatrzymamy rozwoju i sami też musimy sprostać ich wymaganiom. Na początek warto zagłębić się w siebie z pytaniem co mi dają te wszystkie filmy przedstawiające przemoc, gry komputerowe, itp, czy rzeczywiście są niezbędne, by próbować dalej wypierać negatywne skutki ich wpływów, a to już nie będzie łatwe. Ale kto powiedział, że będzie łatwo?!

Reklamy

Northern Exposue – Alaska z tego świata

Northern_Exposure

 

Już kilka razy mieliśmy okazję śledzić losy bohaterów serialu „Przystanek Alaska”, w telewizji, ukazał się też w sprzedaży na płytach DVD. Od czasu pierwszej emisji w 1991 roku dużo zmieniło się w świecie kina i telewizji zdominowanym przez błyskawicznie rozwijającą się technologię cyfrową, komputerowe efekty specjalne, filmy akcji. Jednak serial nie zestarzał się, ogląda się go równie dobrze jak kiedyś. Tajemnica jego ciągłej aktualności tkwi w uniwersalizmie przekazywanych treści. Jak w każdym dobrym filmie.

Niby zwykła historia. Nowojorski lekarz żydowskiego pochodzenia w zamian za sfinansowane przez państwo studia musi odpracować kilka lat w dowolnie wyznaczonym kraju miejscu. Trafia na Alaskę do malutkiego miasteczka Cicely. Mieszka tam, pracuje przez kilka lat, zmienia się. Niby zwykły amerykański serial. Zyskał znaczną popularność w Stanach Zjednoczonych, jak i poza ich granicami. Stał się wręcz ikoną kulturową mającą rzesze fanów w wielu krajach. Na czym polega fenomen serialu? Czy opiera się tylko na barwnych, dobrze zagranych postaciach bohaterów, swojskiej, rodzinnej atmosferze, pełnych humoru dialogach i fabule?

Serial rozpoczyna się zsyłką głównego bohatera doktora Joela Fleischmana na Alaskę. Można to nazwać zsyłką – z cywilizowanych, wręcz szklarnianych warunków nowojorskich do mroźnej, zabitej deskami dziury na końcu świata, bez wielkomiejskich wygód i uciech. Jest to więc wydarzenie dla niego negatywne, przełom, wręcz tragedia życiowa. Można tu doszukać się analogii do występującej w mitologii i baśniach postaci bohatera, którego rozwój rozpoczyna się właśnie od nieszczęśliwego wydarzenia. Jest to trop, który prowadzi do odczytania głębokiej, wielopłaszczyznowej treści serialu, przekazywanej językiem bogatym w odniesienia do mitologii, baśni, symbolikę, metafory, alegorie.

Oczywiście sama forma jest również znakomita – chronologiczne ukazanie codziennego życia mieszkańców małego miasteczka na Alasce. Brzmi może banalnie, lecz efekt jest zaskakujący. Wyraziści bohaterowie, świetne poczucie humoru, można by rzec – wysoka kultura serialu, to między innymi recepta na jego sukces. Widza mniej świadomego, mniej oczytanego przyciąga głównie forma, sympatia do wykreowanych postaci, humor, sielska atmosfera miasteczka. Jest to jakby pierwsza warstwa serialu, dostępna właściwie dla każdego. Drugą warstwą, ściśle związaną z pierwszą są wydarzenia, akcja filmu, w których zawarte są łatwo czytelne treści. Mała społeczność, silne więzy pomiędzy mieszkańcami, spokojnie żyjącymi gdzieś na uboczu cywilizacji, lecz aktywnymi we wszystkich dziedzinach życia, posiadającymi swoją tożsamość, gdzie ludzie bezinteresownie pomagają sobie w trudnych sytuacjach. Narodziny, śmierć, miłość, przyjaźń, zatargi, pojednania, wydarzenia życia codziennego – na tym oparta jest fabuła filmu. Silnie zaznaczone są różnego rodzaju święta i uroczystości, przywiązanie do tradycji. Miasteczko Cicely jest jakby wzorcem, symbolem społeczności, gdzie każdy ma swoje miejsce, spełnia się w swojej roli. Czuć tęsknotę twórców serialu za powrotem do małych miast, wręcz pierwotnych, plemiennych społeczności.

Trzecia warstwa serialu to filozofia i psychologia. Mimo swojej amerykańskości, w serialu znaleźć można sporo nawiązań do całej europejskiej spuścizny filozoficznej, intelektualnej i artystycznej – głównie dzięki oczytanemu prezenterowi radiowemu Chrisowi. Często pojawiają się motywy psychologii głębi wywodzące się z dokonań Carla Gustawa Junga i Sigmunda Freuda – bohaterowie, w celu rozwikłania swoich problemów emocjonalno-duchowych stosują metody psychoanalizy czy interpretacji snów. Różnego rodzaju wydarzenia i doświadczenia bohaterów skłaniają ich do poruszania kwestii dwoistej natury Boga, teorii synchroniczności Junga.

Czwartą warstwą jest duchowa, mistyczna warstwa przenikająca wszystkie poprzednie, spinająca je w całość, jedność. Opiera się ona na nieracjonalnych wydarzeniach, wizjach, snach, spotkaniach z duchami. Serial przypomina nam o tym, że jest coś poza naszą trójwymiarową rzeczywistością, nie nazywa tego po imieniu – Bóg, energia kosmiczna, itp. Sugeruje że jest coś więcej. Zagląda na drugą stronę drzwi percepcji, do świata duchów, nieba. Pokazuje drugi, duchowy wymiar naszego życia, zapomniany i wyparty przez rozwój cywilizacji i techniki.

U Indian mieszkających na Alasce zachowały się pierwotne, nieskalane cywilizacją wierzenia i obrzędy, żywa mitologia, będące ścieżką do niedostępnej dla zwykłych ludzi, nieograniczonej czasem i przestrzenią „drugiej strony”. Indianie widzą duchy zmarłych, rozmawiają z nimi, pomagają one w rozwikłaniu różnych zagadek. Widoczne jest tu nawiązanie do ezoteryki, wiedzy duchowej – duchy posiadają tylko wiedzę zdobytą tu na ziemi, nie są wszechwiedne, przebywając między niebem a ziemią są łącznikami z tamtym światem. Specjalną funkcję w społeczności Indian pełni szaman Ed – jeden z głównych bohaterów  (jako niemowlę porzucony przy brzegu rzeki w wiklinowej kołysce – nawiązanie do biblijnego Mojżesza) w trakcie serialu uczy się szamańskiego fachu, mając pełnić w społeczności funkcję lekarza czy wręcz uzdrowiciela.

Rozwój postaci głównego bohatera serialu doktora Fleischmana może nie jest typowy dla pojawiającego się w baśniach i legendach, lecz jest jakby unowocześniony, odpowiadający dzisiejszej, oddalonej od tradycji i mitu rzeczywistości. Na początku Fleischman to typowy racjonalista, nieuznający medycyny naturalnej, ściśle trzymający się konwencjonalnych prawideł. Jednak podczas kilku lat spędzonych w Cicely otwiera się na nowe, niewytłumaczalne przez naukę zjawiska. Powoli aklimatyzuje się w lokalnym społeczeństwie, dostosowuje się do lokalnych norm i zwyczajów. Ukazuje się przed nim świat duchowy, który z początku przeraża go, lecz powoli wciąga i prowadzi ku zmianom. Miewa symboliczne sny, czasem wręcz wizje na jawie. Jest to początek duchowej przemiany – Fleischman wynosi się z Cicely do małej rybackiej wioski, gdzie prowadzi ascetyczne życie, poluje, łowi ryby i co najważniejsze, zagląda w głąb siebie. Stawia sobie podstawowe pytania dotyczące naszej egzystencji na ziemi, próbuje odnaleźć swoje miejsce. Udaje się na poszukiwanie wyimaginowanego, zaginionego miasta na Alasce – jest to symboliczna podróż w poszukiwaniu swojej tożsamości, swojego miejsca, przeznaczenia. Wymowa wizji Nowego Jorku w alaskańskim buszu jest jednoznaczna – jego poszukiwania miały charakter wewnętrzny, duchowy, nie były to poszukiwania miejsca zamieszkania. W pierwszym odcinku padają słowa „Cecily is a state of mind” – Fleischman parafrazuje je, pisząc na kartce z Nowego Jorku „New York is a state of mind”. Nie ważne jest miejsce w którym żyjemy, tylko jak żyjemy; nie trzeba jeździć po całym świecie w poszukiwaniu swojego miejsca, bo ono jest wszędzie. W oparciu o własne korzenie trzeba stworzyć swoje własne Cicely. To główny, uniwersalny przekaz filmu.

Serial przesiąknięty jest duchem humanizmu, głębokimi ludzkimi wartościami. Jednak główne postacie nie są jakimiś superbohaterami, to normalni ludzie z wszystkimi należnymi im słabostkami, przyzwyczajeniami, dziwactwami; często się kłócą, ale zawsze triumfuje zgoda i wybaczenie. Życie płynie spokojnym rytmem, nikt się nigdzie nie śpieszy, mieszkańcy celebrują codzienne czynności, zwracają uwagę na dobre maniery. Dominuje pozytywny przekaz, twórcy serialu kładą szczególny nacisk na ukazanie piękna życia, na to co można „wyciągnąć” z różnych dziedzin życia. Prym wiedzie Morris – milioner, były kosmonauta. Jego piwnica wypełniona jest najlepszymi winami, posiada hodowlę egzotycznych kwiatów, urządza wystawne przyjęcia, sprowadzając najlepszych kucharzy, najdroższe potrawy, otacza się dziełami sztuki, itp.

Nie daje się odczuć narzucania jakieś wizji kwestii religijnych – nie ma w miasteczku jakiegoś sformalizowanego kościoła, niektórzy z bohaterów są biernymi wyznawcami swoich rodzimych religii, inni nie, lecz kwestia wiary jest dla nich bardzo ważna. Liberalny stosunek do sformalizowanej religii podkreśla fakt, iż wszystkimi „kościelnymi” czynnościami zajmuje się Chris, który ukończył korespondencyjny kurs kapłański, którego ogłoszenie znalazł w „Rolling Stone”. Najwięcej odniesień można znaleźć do buddyzmu, choć nie jako do religii, lecz do filozofii, sposobu życia – widoczne są znaczne podobieństwa do wierzeń, życia duchowego alaskańskich Indian. Marylin, asystentka doktora Fleischmana jest uosobieniem mądrości ludowej, jakby wieszczką, wyrocznią – jej postać najbardziej kojarzy się z mnichami buddyjskimi – na przykład myśli o kolorach.

Liberalne poglądy i tolerancja uwidacznia się również w kwestii homoseksualizmu. W Cicely mieszka para gejów – Ron i Eric, którzy prowadzą luksusowy hotel. Po długim związku postanawiają wziąć ślub – oczywiście ślubu udziela Chris przy całkowitym poparciu mieszkańców. Nie bez znaczenia jest fakt, iż założycielkami miasta były, jak głosi legenda, będące w związku Cicely i Rosylin.

Daleko twórcom Przystanku Alaska od anarchizmu czy nihilizmu, co często zdarza się w przypadku tak otwartego, nieskrępowanego spojrzenia na świat. Wręcz przeciwnie – pokazane jest jak powinno się korzystać z demokracji, serial zachęca do chodzenia na wybory, obywatelskiej postawy, społecznych inicjatyw, obchodzenia narodowych świąt. Władza specjalnie nie ingeruje w życie mieszkańców Cicely – jej przedstawicielami są burmistrz i radni, którzy zajmują się wyłącznie drobnymi sprawami mającymi usprawnić życie miasteczka. Kwestia przestępczości jest właściwie nieobecna, od czasu do czasu pojawia się policjantka Barbara, która interweniuje w dość błahych sprawach. Społeczeństwo idealne? Może nie do końca, wiadomo, nie ma ideałów. Co ciekawe, bohaterowie są w większości samotni – bez rodziny, małżonka czy partnera. Znaleźli się w Cicely z różnych powodów – chcieli wynieść się z wielkomiejskiego zgiełku, być bliżej natury, jak np. Chris czy Maggie – młodzi poszukujący, nie mogący, lub raczej nie chcący odnaleźć się w zwyczajnym świecie. Inni, jak np. Walt, Morris, czy Ruth Anne na starość osiedlili się w Cicely, rozpoczynając zupełnie nowe życie.

W serialu wyraźnie zaznaczona jest troska o czystość naszej planety, nasze zdrowie. Mieszkający przez pewien czas w Cicely Mike Monroe, megaalergik, uświadamia mieszkańców w kwestiach ekologicznych, sam w końcu poświęcając swoje prywatne szczęście walce z trucicielami środowiska. Poza szczególnymi przypadkami właściwie nikt nie pali, o narkotykach nie ma w ogóle mowy, kwestia alkoholu pokazana jest w ciekawy sposób – jest on często obecny na spotkaniach towarzyskich, w barze; natomiast mężczyźni w sytuacjach stresowych, różnego rodzaju rozterek piją przez parę dni w specjalnej szopie-bimbrowni.

W trakcie pierwszej emisji serial zyskał w Polsce bardzo dużą popularność. Skupiał on młodych ludzi o podobnych poglądach na życie, odbywały się zloty miłośników, nawet do dziś pozostała nazwa imprezy „Przystanek Olecko”, na Kaszubach powstało gospodarstwo turystyczne wzorowane na Cicely, itp. W serialu obecnych jest sporo polskich wątków – niewątpliwie głównie z powodu korzeni żydowskiego pochodzenia scenarzysty i producenta serialu Joshui Branda, którego rodzina mieszkała w Radomyślu. I tak – w filmie rodzina doktora Fleischmana wywodzi się z Radzymina, kilka postaci ma również polskie korzenie, wielokrotnie wspominana jest Polska, Polacy. Ciekawostką jest, iż o wyborze miejscowości w której kręcony miał być serial zadecydował namalowany na ścianie baru w miasteczku Rosylyn wielbłąd – bar ten prowadził i ozdobił wielbłądem nieżyjący już Polak. Rosylyn nie leży, jak Cicely w serialu, na Alasce, lecz w Górach Kaskadowych w Stanie Washington, gdzie do dziś odbywają się festiwale i spotkania miłośników serialu.

Kolejna emisja serialu obudziła alaskańską społeczność w Polsce, choć już nie na taką skalę jak za pierwszym razem. Młodzi ludzie sa zafascynowani wykreowanym w serialu światem, bohaterami, treścią filmu, identyfikują się z nim, jednak twórcom serialu chodziło bynajmniej o cos innego – o pokazanie wzorca życia, Cicely jako symbolu, archetypu, metafory, sposobu w jaki się powinno żyć w dzisiejszych zwariowanych czasach. Ważne są wartości i ich wprowadzanie w życie oraz świadomość możliwości dokonania tego. Reszty dokona życie.