Starzy Philadelphians

imgp5951

Po niekrótkiej mojej tu nieobecności, spowodowanej głównie pazernościa zdjęciową mojego funpage’a i brakiem czasu, chcę się podzielić nowym muzycznym odkryciem starego – a mianowicie projektem Marca Ribota – „Marc Ribot & the Young Philadelphians”. Starego – bo Marc podjął się reaktywacji soulowej muzyki lat siedemdziesiątych. Tyle że dokonał tego w sposób całkowicie, jak na niego przystało, oryginalny i świeży wrzucająć do jednego kotła filadelfijski soul, funk spod znaku Jamesa Browna, hard groove, lekki smak Carlosa Santany, przyprawiając to wszystko harmolodycznymi improwizacjami. I są to piosenki, nie żadne jazzowe „ściemy”, wyśmienicie zaaranżowane, no i oczywiście mistrzowsko wykonane. Wersja utworu „Love Rollercoaster” grupy Ohio Players bije na głowę wykonanie tego szlagieru przez samych Red Hot Chili Peppers! Trochę brakuje tylko profesjonalnego, czarnego wokalisty, ale śpiewający Ribot ciekawie uzupełnia muzykę swoim ekspresyjnym, charakterystycznym wokalem, wspomagany przez grającego na perkusji Calvina Westona.

Co do muzyków tworzących projekt – oprócz niekwestionowanego lidera – skład uzupełniają wyśmienici jazzowi muzycy – basista Jamaaladeen Tacuma (w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych grający w zespole Ornette Colemana „Prime Time”), avant-jazzowa gitarzystka Mary Halvorson, G. Calvin Weston, znany ze współpracy z takimi jazzowymi tuzami jak Ornette Coleman, James „Blood” Ulmer, John Lurie. Należy dodać, że Tacuma i Weston są filadelfijczykami i mają tą muzykę we krwi. Dodatkowo skład uzupełniony jest przez smyczkowe trio, dodające muzyce oldskulowego uroku i muzykalności.

Udało mi się usłyszeć i zobaczyć zespół podczas tegorocznego Warsaw Summer Jazz Days. Niestety, zajęty robieniem zdjęć, nie do końca miałem możliwość rozkoszować się tą muzyką, bardzo mi się podobało, ale chyba bardziej podświadomie, gdyż nie potrafię, będąc pochłonięty robieniem zdjęć, w pełni przeżywać słuchanej na żywo muzyki. Może inni potrafią, i tak nie wierzę 🙂

Po koncercie rozmawiałem kilka chwil z Marcem (dobrze, z Markiem :)) – niesamowicie otwarty, wyluzowany, bezpośredni człowiek, w żaden sposób nie „gwiazdorzący”. Tradycyjnie pobrałem od niego odciski palców (niestety na szybce telefonu, więc szybko przepadły).

Od lipca prawie non stop słucham koncertowego nagrania, które wydaje mi się lepsze niż wydana koncertowa płyta, tutaj linki:

a tutaj zdjęcia z warszawskiego koncertu:

Jeszcze mam taką refleksję – Ribot, jazzowy gitarzysta, po latach grania niezwykle wyrafinowanej, trudnej, okołojazzowej muzyki, pokazuje, że ma także duszę rockmana! Już od kilku lat prowadzi iście free rockowy zespół „Ceramic Dog”, który również uwielbiam i miałem okazję zobaczyć na żywo zeszłego lata. Tak trzymać! Ciekawe co będzie dalej?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s