Crimson Universe

Koncert The Crimson Projekct, Warszawa, Palladium 19.03.2014

Tym razem z karmazynowej galaktyki przybyło do Warszawy sześciu wysłanników: dwóch członków rady – Adrian Belew i Tony Levin, jeden mistrz – Pat Mastelotto i trójka świeżo upieczonych szkarłatnych padawanów – Julie Slick, Tobias Ralph, Markus Reuter.

Koncert rozpięty był pomiędzy występami wszystkich członków sekstetu wykonujących muzykę King Crimson i dwoma trzyosobowymi zespołami, które na co dzień grają ze sobą: Power Trio (Belew, Slick, Ralph) i Stick Men (Levin, Mastelotto, Reuter). Składy te zagrały swoje utwory, King Crimson, Roberta Frippa, Adriana Belewa.

Koncert rozpoczął się tradycyjnie dla koncertów King Crimson  – w zastępstwie Frippa Markus Reuter (taki „młody Fripp” – spięty i poważny jak Robert) wprowadził publiczność w błogi nastój ambientowymi dźwiękami syntezatora gitarowego. W trakcie utworu dołączyła reszta muzyków i maszyna ruszyła. W trakcie trwającego dłużej niż dwie i pół godziny koncertu muzycy wykonali największe „przeboje” King Crimson z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ( Red, Lark’s Tonques in Aspic Part Two, III; Sleepless, Three of a Perfect Pair; Elephant Talk; Thela Hun Ginjeet; Indiscipline; Dinosaur; VROOM; THRAK; One Time i jeden utwór z „Beat”, którego nie mogę teraz rozpoznać) oraz kawałki Power Trio i Stick Men, które, pomimo niższego poziomu artystycznego niż King Crimson, nie odstawały od nich poziomem zaawansowania kompozycyjnego. O poziomie wykonania muzyki nie można użyć innego słowa, niż perfekcja. Wszystkie utwory King Crimson brzmiały przynajmniej tak dobrze jak w oryginalnych wykonaniach, muzycy dodawali do nich różne „smaczki” brzmieniowe i kompozycyjne, a znakomite nagłośnienie koncertu stawiało tylko kropkę nad i – fani King Crimson nie mogli nie być na tym koncercie. Tak mało dziś już jest okazji do obcowania na żywo z tak wspaniałą muzyką, tak wyśmienicie wykonaną. Takim kawałkiem historii rocka.

Na pierwszy bis Adrian Belew wyszedł sam z gitarą i zagrał „The Court of the Crimson King” przy akompaniamencie setek gardeł – to był jeden z najbardziej wzruszających momentów koncertu. Na wyróżnienie zasługuje też rozimprowizowane wykonanie „Indiscipline” oparte głównie na dialogu dwóch perkusistów, doprawione niesamowitą ekspresją wokalną i gitarową Belewa. Dla mnie, jako fana solowej twórczości Belewa (opisanej niedawno w poście „Gitarożec” https://piotrpiskadlo.wordpress.com/2014/03/01/gitarozec/) szczególnie  radosne było zagranie przez Power Trio kawałka Belewa „Young Lions” (niestety czuć było, że publiczność nie kojarzyła go).

Nie ma wątpliwości, że Belew jest głównym bohaterem zespołu. To urodzony showman w najlepszym tego słowa znaczeniu – emanujący pozytywną energią niczym nastolatek; jego nieograniczona wyobraźnia muzyczna, technika grania (używał np. wkrętarki do wydobywania dźwięków z gitary), brzmienie instrumentu świadczą o tym, że wciąż jest jedną z najważniejszych postaci dzisiejszej sceny rockowej. Wciąż uśmiechnięty, nawet w najbardziej „ciężkich” fragmentach utworów, strojący sobie żarty, dający poczucie wiarygodności wykonywanej muzyki. Po prostu czuć, że kocha to co robi, bawi się dobrze wykonując wielką sztukę. Słowem – w formie jak zawsze.

Z ciekawostek – 15 minut przed koncertem w kasie był jeden wolny bilet. Kobiet na sali było ok. 10 %. A Tony Levin farbuje wąsy! Dzisiaj drugi koncert w Krakowie – pozazdrościć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s